Przylądek Nadziei przyjął chore na raka dzieci z Ukrainy

0
194
views
Chore na raka dzieci z Kijowa przyjechały do Przylądka Nadziei. Zdjęcie: Facebook

Udało się wywieźć z Ukrainy czwórkę dzieci chorych onkologicznie. Jechały do Polski z Kijowa, gdzie cały czas spadały bomby. Na granicy czekały na nie ambulansy z Wrocławia. Wczoraj w nocy szczęśliwie dotarły do Przylądka Nadziei we Wrocławiu.

Sytuacja na Ukrainie jest dramatyczna. Szpitale mają bardzo trudne zadanie do wykonania. Najgorzej jest w Charkowie, skąd w ogóle nie można się wydostać. Ciężko jest także w Kijowie. Prawie cały czas wyją tam syreny alarmowe.

Najmłodsi pacjenci schodzą wtedy z kroplówkami do schronów, aby przeczekać najgorsze i wychodzą, kiedy alarmy przestają wyć. Niestety, w szpitalach kończą się leki, żywność i woda. Z Kijowa udało się wywieźć chore na raka dzieci. We wtorek w nocy dojechały do wrocławskiego szpitala onkologicznego Przylądek Nadziei.

48-godzinna podróż do Wrocławia

Czworo dzieci z Kijowa ma od 6 do 16 lat. 48-godziną podróż zniosły dobrze. Są w trakcie ciężkiego leczenia i wymagają pilnych transplantacji komórek krwiotwórczych – mówi prof. Krzysztof Kałwak, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK we Wrocławiu.

Przewiezienie dzieci z Kijowa do Wrocławia było bardzo niebezpieczne. Najtrudniejszy dla konwoju z dziećmi był wyjazd z Kijowa, na który cały czas spadają rosyjskie bomby. Im bliżej na zachód, tym było bezpieczniej.

Na granicy polsko-ukraińskiej w Korczowej na dzieci czekały ambulanse wysłane z Wrocławia. Dwa ambulanse zostały niedawno przekazane USK, ze środków Urzędu Miejskiego Wrocławia.

We wtorek, 1 marca, dwa zespoły transportu medycznego USK, przy współpracy z fundacją Ermed podjęły czterech pacjentów wraz z opiekunami z granicy w Korczowej – mówi Marcin Mirocki, koordynator ds. medycznych USK.

– Transport rozpoczął się o godz. 6:00 rano, zakończył o godz. 22:00. Każdy z pojazdów przejechał 1050 km. Podczas transportu wykorzystano oba ambulanse zakupione ze środków miasta Wrocławia, w tym ambulans przekazany 18 lutego. W skład zespołu weszli ratownicy, kierowcy z komórki transportu medycznego oraz lekarz z USK – dodał Mirocki.

Dzieci z rodzicami są już bezpieczne we Wrocławiu

Dzisiaj dzieci są już bezpieczne w wydzielonej części oddziału onkologicznego w Przylądku Nadziei we Wrocławiu. Niedługo przejdą badania przygotowujące je do transplantacji i dalszego leczenia onkologicznego. Troje z nich ma już zaplanowane transplantacje.

Mamy już w sumie pięcioro dzieci z Ukrainy, ponieważ jedno dziecko z chemofilią zostało przyjęte na oddział wcześniej. Natomiast w środę przyjedzie do nas z ośrodka w Łucku dziecko z białaczką w początkowej fazie leczenia. Karetka szpitalna już czeka na granicy w Dorohusku – mówi prof. Kałwak.

Łącznie we Wrocławiu, na chwilę obecną leczonych będzie szóstka chorych na raka dzieci z Ukrainy. Pozostałe dzieci przebywają w innych miastach, np. w Szczecinie czy Rzeszowie. W Polsce jest łącznie około 50. pacjentów.

Czytaj: Pierwszy cyrkularny butik we Wrocławiu

Rodzina myślała, że to koniec

Z dziećmi do Wrocławia przyjechały mamy i babcie. Każdy był bardzo zmęczony, przerażony, ale pełen nadziei. Jeszcze kilka dni temu ich sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Dzieci miały zaplanowane przeszczepy w ośrodku w Kijowie, ale nagle wybuchła wojna.

Rodzice stracili już nadzieję. My zaoferowaliśmy pomoc i udało się wyciągnąć te dzieci z piekła wojny – mówi prof. Kałwak.

Aktualnie rodzice są na salach przy swoich dzieciach. To bardzo potrzebne z punktu psychologicznego. A gdy przeszczep zakończy się sukcesem, mali pacjenci będą mogli wyjść do domu.

Zwykle nasze dzieci wychodzą ze szpitala do domu po ok. 30-40 dniach od transplantacji. Potem muszą być pod kontrolą lekarzy. Normalnie wróciłyby do Kijowa, ale czy tam będzie można wrócić, tego na razie nie wie nikt. Na pewno już teraz trzeba znaleźć im mieszkania w pobliżu naszej kliniki – dodał prof. Kałwak.

Czytaj: W rankingu European Cities and Regions of the Future 2022/2023 Wrocław zajął 1. miejsce!